Soluś, podhalański Śmigus-Dyngus i wodna bitwa
Kliknij żeby posłuchać:
Część XIII
Przez cały dzień w Słonym Wzgórzu panowało niezwykłe poruszenie. Soluś, siedząc nieruchomo na swojej półce w Sali Zabaw, z zaciekawieniem obserwował świat przez wielkie przeszklenia. Za oknami lśniły nowoczesne domki, a dookoła nich działy się rzeczy niesłychane! Dzieci i dorośli biegali z kolorowymi sikawkami, a wiadra pełne wody lśniły w słońcu niczym kryształy. Piski radości i głośny śmiech niosły się po całym wzgórzu, aż po same szczyty Gorców.
Gdy tylko nastał zmrok i ostatni goście schowali się w luksusowych, pachnących drewnem wnętrzach, Soluś – jak to ma w zwyczaju – ożył. Przeciągnął się, otrzepał puszyste futerko i postanowił sprawdzić, co to za niezwykłe wydarzenia miały miejsce za dnia. Wyślizgnął się z bawialni i skierował w stronę podświetlonego basenu, gdzie przy blasku księżyca spotkał Kubę i Basię, właścicieli tego magicznego miejsca.
– Co to był za hałas? Dlaczego wszyscy biegali z wodą? – zapytał Soluś, mrużąc swoje duże oczy.
Kuba i Basia uśmiechnęli się ciepło. – To Śmigus-Dyngus, Solusiu! – odpowiedziała Basia. – Na Podhalu Lany Poniedziałek ma szczególne znaczenie. Dawniej młodzi górale nie oszczędzali dziewcząt – polewali je nie tylko wodą, ale rzucali nawet do górskich potoków! Wierzono, że im bardziej panna zostanie oblana, tym szybciej wyjdzie za mąż i będzie miała więcej szczęścia.
Soluś słuchał z otwartą buzią, nie zauważając, że Kuba powoli sięga po małe wiadereczko. – A dzisiaj... – zaczął Kuba z błyskiem w oku – ...polewają się wszyscy!
Chlusssss! Zimna woda z wiadereczka spadła prosto na Solusia. Kuba i Basia zaczęli się śmiać, myśląc, że zaskoczyli małego duszka. Nie wzięli jednak pod uwagę jednego – Soluś to przecież słoń, a każdy słoń ma swoją tajną broń! Soluś błyskawicznie zanurzył swoją trąbę w basenie, nabrał wody i... psssssst! Potężny strumień wody uderzył w Kubę i Basię.
Zaczęła się wielka, wieczorna bitwa! Wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki, a ich śmiech odbijał się echem od przestronnych tarasów Słonego Wzgórza. Na szczęście Soluś wiedział, że w tych wyjątkowych domkach zawsze panuje kojące ciepło, które błyskawicznie otula każdego niczym miękki koc, sprawiając, że mokra przygoda staje się tylko miłym wspomnieniem.
Zanim Soluś wrócił do swojej Sali Zabaw, by wysuszyć futerko, zakradł się do sypialni małego Wojtka. Pod jego poduszkę, obok mięciutkiego zagłówka łóżka, wsunął swoją pluszową podobiznę. – Niech pilnuje twoich snów, mały podróżniku – szepnął, wciąż jeszcze trochę mokry, ale bardzo szczęśliwy.
Czekajcie na kolejną bajkę, w której Soluś spakuje plecak i wyruszy na wielką wyprawę szlakiem ku Schronisku na Maciejowej!