Soluś i wyprawa na spotkanie z Maciejową
Kliknij żeby posłuchać:
Część XIV
Noc na Słonym Wzgórzu była wyjątkowo przejrzysta. Księżyc oświetlał szczyty Gorców, a gwiazdy mrugały do Solusia, który właśnie przeciągał się na swojej miękkiej pufie w Sali Zabaw. Wyjrzał przez ogromne okno i zobaczył małe, migoczące światełko na szczycie góry, dokładnie naprzeciwko wzgórza.
– Co to za światełko? – zapytał z zaciekawieniem, gdy spotkał Kubę i Basię sprawdzających, czy domki są gotowe na przyjęcie gości.
– To schronisko na Maciejowej, Solusiu – odpowiedziała Basia, gładząc go po puszystej głowie. – To nasz najbliższy górski sąsiad. Właśnie od tego schroniska, a także od tych położonych dalej – Starych Wierchów i wielkiego Turbacza – wzięły się nazwy naszych domków. Słone Wzgórze to przecież najlepsza baza, by wyruszyć na te szlaki!
Soluś poczuł zew przygody. Gdy tylko Kuba i Basia poszli odpocząć, mały duszek spakował plecak i ruszył w drogę. Mijając luksusowe domki, z dumą odczytywał napisy: „Maciejowa”, „Stare Wierchy”, „Turbacz”. Każdy z nich lśnił w świetle księżyca, łącząc nowoczesną elegancję z duszą gór.
Szlak prowadził przez cichy, szumiący las. Soluś maszerował dziarsko, aż dotarł na polanę pod szczytem Maciejowej. Tam, przy dogasającym ognisku, spotkał starego, puszystego zająca.
– Witaj, podróżniku! – zawołał zając, strzygąc długimi uszami. – Przybywasz ze Słonego Wzgórza? Widzę stąd jego blask, wygląda jak najpiękniejsza osada w całych Beskidach. – Tak! – odpowiedział dumnie Soluś. – Przyprowadziła mnie tu ciekawość. Powiedz mi, zajączku, czy ten szlak naprawdę jest taki wyjątkowy? – O tak – mruknął zając, wskazując łapką w stronę ciemnych szczytów. – Maciejowa to dopiero brama. Dalej czekają Stare Wierchy, a na samym końcu króluje Turbacz. To długa droga, ale każdy, kto tam dotrze, wraca z sercem pełnym magii. No i te słynne racuchy w schronisku... smakują wyśmienicie!
Soluś zjadł racucha i spojrzał w dół. Ze szczytu Maciejowej domki Słonego Wzgórza wyglądały jak małe dzieła sztuki, bezpieczne i niesamowicie przytulne. Wiedział, że czas wracać do swojego luksusowego kącika.
Gdy dotarł na wzgórze, domki „Maciejowa”, „Stare Wierchy” i „Turbacz” wydały mu się jeszcze piękniejsze – teraz wiedział, że niosą w sobie ducha prawdziwych gór. Wrócił do Sali Zabaw i zasnął na miękkiej pufie, śniąc o dalekich szlakach, które już jutro będą przemierzać goście.
Czekajcie na kolejną bajkę, w której Soluś odkryje, jakie tajemnice kryją się w letnich ogrodach Słonego Wzgórza, gdy słońce grzeje najmocniej!