Soluś i Lodowe Akrobacje
Kliknij żeby posłuchać:
Część X
Wieczór w Słonym Wzgórzu pachniał mroźnym powietrzem i palonym w kominkach drewnem. Soluś, mały duszek tego miejsca, przeciągnął się leniwie w swoim ulubionym kąciku – w Sali Zabaw, która była jego prawdziwym domem. Uwielbiał to miejsce. Przez wielkie okna widział ośnieżone szczyty, a wewnątrz otaczały go kolory, miękkie pufy i zapach nowości. Czasami lubił biegać po szklanej podłodze na piętrze, czując się, jakby unosił się nad całym światem zabawek.
Jednak tego wieczoru wzrok Solusia przykuły migoczące światła w dole Rabki. – Słyszałem, że lód jest tam gładki jak lustro – szepnął do siebie, patrząc na swoje małe łapki. – Muszę to sprawdzić!
Wymknął się po cichu, mijając nowoczesne domki, które dumnie prezentowały się na wzgórzu. Wyglądały niesamowicie – połączenie jasnego drewna, szkła i kamienia sprawiało, że nawet w nocy biła od nich elegancja i spokój. Soluś wiedział, że goście śpią tam w najlepsze, otuleni miękką pościelą, ale on miał misję.
Gdy dotarł na Rabczańskie Lodowisko, poczuł radosne podekscytowanie. Muzyka niosła się po tafli, a lód lśnił magicznie. Soluś założył malutkie łyżwy i... bach! Jego pupa spotkała się z zimnym lodem szybciej, niż zdążył pomyśleć „hop”.
– Hej, maluchu! Potrzebujesz wsparcia? – zawołał Pan z obsługi i podsunął mu niebieskiego pingwinka do nauki jazdy. Soluś chwycił się go mocno. Z pomocą pingwinka jego nogi przestały się rozjeżdżać. Zaczął sunąć rytmicznie, najpierw ostrożnie, a potem z coraz większą prędkością. Czuł się jak prawdziwy łyżwiarz! Wiatr muskał jego uszka, a on śmiał się do gwiazd. To była czysta radość, dokładnie taka, jaką Soluś stara się dzielić z każdym, kto odwiedza Słone Wzgórze.
Kiedy nadeszła pora powrotu, Soluś był już nieco zmęczony, ale bardzo szczęśliwy. Wrócił na wzgórze, gdzie w oknach domków odbijał się blask księżyca. Zanim jednak zaszył się w swojej Sali Zabaw, zajrzał do domku „Turbacz”. Na piętrze, w sypialni pachnącej lasem, spała mała dziewczynka, która cały wieczór marzyła o łyżwach. Soluś uśmiechnął się pod nosem i cichutko, jak tylko duszek potrafi, wsunął pod jej poduszkę mały prezent – swoją pluszową podobiznę.
– Niech przyniesie ci odważne sny o wielkich ślizgach – szepnął, po czym wrócił do siebie, by zapaść w głęboki sen na miękkich matach swojej bawialni.
Czekajcie na kolejną bajkę, w której nocna podróż saniami zaprowadzi Solusia do rozświetlonej krainy czarów!